Boże Miłosierdzie, wbrew pozorom, nie jest czymś mdłym!

Kościół katolicki obchodzi w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, w tym roku 8 kwietnia, ustanowione przez Jana Pawła II Święto Miłosierdzia Bożego. Dlaczego tak jest?

 

Kult Bożego Miłosierdzia związany jest z objawieniami skromnej zakonnicy, Faustyny Kowalskiej, której w 1935 roku objawił się Jezus, polecając jej by głosiła orędzie o Bożym Miłosierdziu całemu światu. 17 sierpnia 2002 r., podczas pielgrzymki do Polski, Jan Paweł II zawierzył cały świat Bożemu Miłosierdziu i poświęcił sanktuarium w Krakowie Łagiewnikach.

 

Na całym świecie są miliony czcicieli Bożego Miłosierdzia. W kwietniu 1993 roku Jan Paweł II beatyfikował s. Faustynę Kowalską i ogłosił jej święto, a 30 kwietnia 2000 roku dokonał jej uroczystej kanonizacji.

 

Jestem miłością i miłosierdziem samym – mówił o sobie Jezus, prosząc siostrę Faustynę, żeby ogłosiła to orędzie całemu światu. Pan Jezus wskazał s. Faustynie pięć sposobów, w jaki ludzie mogą wypraszać zbawienie dla siebie i całego świata: koronkę do Miłosierdzia Bożego, modlitwę przed obrazem Jezusa Miłosiernego z napisem: „Jezu, ufam Tobie”, modlitwę w godzinie konania Chrystusa na krzyżu, zwaną Godziną Miłosierdzia (godz. 15.00), obchodzenie święta Miłosierdzia i szerzenie czci Miłosierdzia Bożego modlitwą, słowem i czynem.

 

Boże Miłosierdzie, wbrew pozorom, nie jest czymś mdłym, nie jest miłym głaskaniem po głowie. Przeciwnie, ta boska „cecha” z naszego punkt widzenia bardzo często może być bulwersująca.

 

Ale co to właściwie jest to Boże Miłosierdzie? Co to znaczy, że Bóg jest miłosierny? Czy Jego nieograniczone miłosierdzie nie kłóci się z Jego sprawiedliwością? Szukając odpowiedzi na pytanie, jaki jest Bóg, najlepiej zajrzeć do Pisma Świętego, bo właśnie w Nim On się nam objawił.

 

Miłosierdzie jest skandalem. Chociaż sami byśmy go ocze­kiwali, nie dajemy do niego prawa innym ludziom. Pytamy już nawet nie o to, „dlaczego” miłosierdzie, ale „dlaczego dla tego drania” i „dlaczego za darmo”. Dlaczego Bóg jest miłosierny wobec kogoś, kto sobie na to nie zasłużył?

 

Spra­wiedliwi cierpią, a grzesznikom się powodzi. Źle Pan Bóg poukładał ten świat…

 

Dokonujemy sądu nad bliźnim i nad samym Panem Bogiem. Nie pamiętamy, że to my będziemy sądzeni. „Jaką miarą mierzycie – przestrzega Jezus – taką i wam odmierzą (…). Obłudniku! Wyjmij najpierw belkę z własnego oka, a wtedy przejrzysz i będziesz mógł wyjąć drzazgę z oka twojego brata” (Mt 7, 2.5). Miara sądu Bo­żego może być zaś tylko jedna, zgodna z tym, co o króle­stwie niebieskim mówi Jezus w ośmiu błogosławieństwach:

 

„Szczęśliwi miłosierni, ponieważ oni dostąpią miłosierdzia” (Mt 5, 7). Albo będziemy miłosierni, albo straceni. To je­dyne z błogosławieństw, które nie ma innej miary poza samym sobą: miłosierdzie za miłosierdzie.

 

My jednak wciąż wybieramy sprawiedliwość. Wydaje się nam, że ją poznaliśmy, posiedliśmy i potrafimy wymierzyć. To ułuda, którą samych siebie wodzimy za nos. Jeśli zaś zapanowaliśmy nad sprawiedliwością – myślimy zwiedzeni pychą – to po co nam Bóg, po co wcielenie, męka i zmartwychwstanie Jezusa?

 

Jesteśmy wezwani, by czerpać ze źródła Bożego miłosierdzia. Bóg pragnie przebaczyć nawet najcięższe nasze grzechy. On wyrywa nas z wewnętrznego chaosu i zagubienia. W ogniu Bożej miłości także nasze serce pałać będzie pragnieniem nawrócenia. Każdy człowiek szukający nadziei może odnaleźć w Bogu ukojenie. To On wybiera czasy i miejsca, w których objawia swoją niezgłębioną miłość do człowieka. Jedynym lekarstwem dla grzesznika jest Boży pocałunek, Boże przebaczenie na miarę miłości płynącej z Jezusowego krzyża. Podczas Mszy św., po odmówieniu Ojcze nasz, modlimy się: Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. 

Opracowano na podstawie: www.deon.pl