13 października – dzień Ojca Honorata

Ponad 100 lat minęło od śmierci błogosławionego Honorata, a jego postać jest wciąż bliska. Wokół nas jest wiele Sióstr ze zgromadzenia, które założył, dojrzewają idee, za które cierpiał.

 

Wacław Koźmiński – późniejszy ojciec Honorat, kapucyn, założyciel 17 zgromadzeń zakonnych, urodził się 16 października 1829 r. w bardzo religijnej rodzinie w Białej Podlaskiej. Jego dziadek był księdzem grekokatolickim. Wacław studiował na wydziale budownictwa w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, gdy ochrona carska tajna policja wytropiła spisek przeciwko namiestnikowi Iwanowi Paskiewiczowi.

 

Pustka przed mną, pustka za mną

 

Wśród wielu aresztowanych znalazł się późniejszy zakonnik. Katowano go, zastraszano, przesłuchiwano, niepozwalając na sen. Najgorsze jednak było niszczące poczucie samotności. –Boga nie ma– pisał w jednym z przemyconych z Cytadeli grypsów –jestem sam, absolutnie sam. Pustka przede mną i pustka za mną. Jednak wyrzucał sobie równocześnie, że odrzucając Boga, popełnia straszną pomyłkę. Mówił, że Boga nie ma, ale jednocześnie zwracał się do Niego. Balansował na krawędzi obłędu. Jego matka, gdy przyszła pod Cytadelę słyszała opętańcze wrzaski.– To pani syn– powiedział w końcu strażnik.

 

Pani Koźmińska z pełną ufnością zwróciła się do Matki Bożej i została wysłuchana. Wacław wrócił do równowagi psychicznej i odzyskał wiarę. Matka Boża –pisał potem w swoim „Notatniku duchowym”– ubłagana przez moja matkę przyczyniła się do Pana Jezusa, iż przyszedł do mnie, do celi więziennej i łagodnie do wiary przyprowadził. Pan odjął ode mnie całą gorycz, którą zamienił w raj. Nic więc dziwnego, że tak hojnie obdarowany postanowił za łaskę zapłacić całym życiem.– Co by się ze mną stało– zastanawiał się na kartach Notatnika –gdybym wtedy umarł […] byłbym teraz w piekle potępiony na wieki […] wyprowadzając mnie z więzienia.

 

Zetrzyj kurz

 

W rok później poprosił o spotkanie ówczesnego prowincjała warszawskich kapucynów ojca Beniamina Szymańskiego. Mówił dużo, energicznie, ze swadą. Zakonnik przerwał mu, mówiąc: Bądź tak dobry i zetrzyj kurz na sprzętach. Za dużo tu brudu. – Czym– zapytał kandydat na konsekrowanego. –Choćby tym –odpowiedział prowincjał, wskazując jedwabną chustę na szyi Wacława. Ten zdjął ją bez wahania i zaczął gorliwie czyścić meble. –Przyjmuję cię do zakonu –usłyszał. Nowicjat rozpoczął w grudniu 1848 r. Święcenia kapłańskie, już jako Honorat przyjął też w grudniu cztery lata później.

 

Zaraz po święceniach powierzono mu opiekę nad franciszkańskim tercjarstwem i Żywym Różańcem. Był przekonany, że dobrze zorganizowane Trzecie Zakony mogą zacieśnić więzi między ludźmi i Bogiem. –Zakon Trzeci –pisał –jest na wszystkie wieki i dla wszelkich stanów jakby żywym odbiciem doskonałości ewangelicznej. Nie potrzeba nam tedy szukać nowych środków, nowych reguł […] do przeistoczenia zepsutego świata, ale tylko te samą formę ożywmy właściwym duchem, a wyda te same owoce, jakie od wieków wydaje.

 

Wlać nowego ducha w stare formy i przeobrażać świat dla Chrystusa – taki był program ojca Honorata. W ciągu krótkiego czasu bardzo wzrosła liczba członków Trzeciego Zakonu mimo dużych wymagań stawianych przez ojca Honorata. Gorliwie też zajmował się Żywym Różańcem. W swoich naukach podkreślał, że modlitwa różańcowa może być czynnikiem jednoczącym społeczeństwo polskie. Idea ta odżyła w krucjacie różańcowej za ojczyznę.

 

Ojciec Honorat bolał nad tymi, którzy chcieli składać śluby zakonne, nie mieli jednak gdzie tego zrobić. Wiedział, że z pomocą Bożą coś wymyśli. Tak powstały ukryte, bezhabitowe zgromadzenia zakonne. Było ich blisko dwadzieścia.

 

O. Honorat Koźmiński zmarł 16 grudnia 1916 r. w klasztorze w Nowym Mieście nad Pilicą, a 30 lat temu – 16 października 1988 r. został ogłoszony przez papieża Jana Pawła II błogosławionym.